Wirydarz pełen myśli grzesznych. Namiętności, pokusy i żądze pełzają po posadzkach, pną się po murach, owijają wokół filarów, wgryzają w kamienie. Nagromadzony od setek lat ciężar win zrzuconych z ludzkich sumień w oczyszczającym procesie pokuty. Wirydarz – obejście pokutne, azyl grzeszników. Miejsce procesji, kontemplacji i spokoju, pełne zieleni, zagubione w czasie i pamięci. Paradyż, rajski ogród czy ziemski przedsionek czyśćca? Memento. Tu człowiek odzyskiwał godność, szacunek do siebie i ochotę do odnowionego życia, ratował duszę. W jej ruinie przetrwała dziurka od klucza, przez którą widać kiełkujące źdźbło nadziei.
Jedyny taki wirydarz w Polsce. Każdy zobaczy co zechce.
Wirydarz – sacrum zarośnięte mroczną gęstwiną grzechu, sprofanowane przytłoczone, zbrukane ogromem zła. Demoniczny chichot zabłąkanej mewy śmieszki udającej gołębicę. Zwiastunka nieuchronnej zagłady nie niesie w dziobie zielonej gałązki oliwnej. Wszystkich pochłonie pajęczyna przemijania. Zastygniemy w dżungli niepamięci. Tylko myśli przeklęte wypełzną z mrocznych czeluści by na spacerniaku wieczności odbębnić kolejny krąg. Niepoliczony, bo i po cóż, kogo to obchodzi? Głuche organy złomiarze dawno wywieźli do skupu za flaszkę. Z gliny powstałeś, gajem zarośniesz wraz ze swoimi dziełami. Jesteś największym nieszczęściem Matki Natury, marnotrawny wybryku ewolucji.
Jedyny taki wirydarz w Polsce. Każdy zobaczy co zechce.
Cezary Stojek