Skip to main content

Rozmowa z Mistrzem Fernado

Marzena Szóstak (Radio Szczecin): Pana projekt PlacuHiszpańskiego i Muzeum Sakralnego w Adeje na Teneryfie został nagrodzony podczas piątego Festiwalu Architektury Światowej w 2012 r. w Singapurze za projekt i realizację w kategorii "nowe i stare" oraz nagrodą specjalną dyrektora Festiwalu Paula Fincha, który w uzasadnieniu nagrody napisał, że Pana projekt to list miłosny architekta do jego rodzinnej społeczności. Czy zawsze Pana projekty są zawsze takimi "listami miłosnymi"?

 
Fernando Menis: Staram się, żeby tak było. Czasem udaje się, a czasem mniej. Czasem dopisuje mi po prostu więcej szczęścia i moje projekty można wtedy uznać za coś w rodzaju "listów miłosnych". Podam może przykład. Kiedy znalazłem się w Polsce stworzyłem zespół ludzi, z którymi pracowałem nad projektem sali koncertowej w Toruniu. I na początku , żebyśmy się dobrze rozumieli to był mój "list miłosny" do nich. I udało się. Uważam, że wykonaliśmy fantastyczną pracę. Więc obiekt też będzie czymś w rodzaju "listu miłosnego" do lokalnej społeczności"
 
M.Sz.: Czy projektując za granicą w nieznanych Panu bliżej miejscach zanim zacznie Pan projektować stara się poznać historię, kulturę danego miejsca?
 
F.M.: Pochodzę z Teneryfy, czuję bardzo dobrze to miejsce ale jeśli pracuję za granicą z lokalnymi architektami, inżynierami to oni są dla mnie źródłem tej wiedzy, który bez nich byłaby dla mnie po prostu niedostępna.
 
M.Sz.: Chodzi Pan teraz ulicami Szczecina, miasta na pograniczu. Jak Pan się u nas czuje?
 
F.M.: Wróciłem do Szczecina po kilkuletniej przerwie,  już kiedyś mieszkałem tu trochę  pracując. Szczecin to wspaniałe miejsce do życia i ciągle się zmienia na lepsze, jest coraz piękniejsze. Mam wrażenie , że jest u Was tak jak w Hiszpanii 15 lat temu, dostajecie duże unijne zastrzyki finansowe i widać jak się dzięki temu Szczecin zmienia.
 
M.Sz.: Opinię najpiękniejszych miast na świecie mają te europejskie: włoskie, hiszpańskie, francuskie z dużą ilością zabytków. Czy to znaczy, że te inne są bez szans ?
 
Fernando Menis: Ja osobiście kocham miasta, które mają głęboki przekrój historyczny, składają się z wielu historycznych elementów stanowiących jedność. Rozumiem, że Polska w pewnych miejscach z powodów historycznych jest pozbawiona tej ciągłości. Uważam też, że ludzie potrzebują takiej ciągłości historycznej, lubią chodzić śladami historii. Np. w Barcelonie na skutek nacisków mieszkańców odbudowano jeden z rozebranych wcześniej budynków. Mieszkańcom brakowało go, był elementem ich krajobrazu, chcieli mieć go z powrotem , mieć tę ciągłość, a przez to swoiste poczucie bezpieczeństwa. Amerykanie na przykład nie mają tego więc chętnie przyjeżdżają do Europy żeby sobie tę ciągłość zapewnić.
 
M.Sz.: Czy odnosi Pan wrażenie, że ludzie otoczeni na co dzień piękną architekturą są inni niż Ci mieszkający w socrealistycznych budynkach?
 
F.M.: Myślę, że tak. Architektura ma wpływ na człowieka, dlatego my architekci jesteśmy w pewnym sensie lekarzami społeczeństwa gdy zabezpieczamy mieszkańcom komfort akustyczny, ciepło, przytulność.
 
M.Sz.: Jestem pod dużym wrażeniem Pana prac, ich plastyki. Nasuwa mi się pytanie, czy jest Pan także rzeźbiarzem, malarzem?
 
F.M.: Dziękuję za takie odczytanie moich prac. Architektura jest jak lazania, wielowarstwowa. Ma strukturę, wentylację, stosunek do środowiska, to coś w rodzaju wielokrotnego nakładania myśli na tę pierwszą myśl, jej ciągłe przekształcanie.
 
M.Sz.: Co Pana inspiruje - świat przyrody, czy może science fiction, bo takie też mam wrażenie oglądając Pana prace?
 
F.M.: To zależy, często czerpię inspiracje z miejsca, w którym dana budowla ma się znależć. Np. w Toruniu taką inspiracją przy projektowaniu hali koncertowej było otoczenie staromiejskie i kościół pod wezwaniem Św. Marii, który dał mi impuls swoją ceglana strukturą. Za każdym razem szukam inspiracji tam gdzie projektuję. Inaczej będzie w Norwegii gdzie potrzeba słońca, inaczej w Afryce gdzie brakuje cienia. Pracując teraz w Polsce ze studentami architektury zauważam jak po 3 latach edukacji też zaczynają szukać inspiracji wokół.
 
M.Sz.: Gdy Pana projekty już są zrealizowane, budowle stoją i żyją własnym życiem odwiedza je Pan?
 
F.M.: Tak, zawsze staram się wracać do tych miejsc, bo to też nauka. Uczę się jak funkcjonuje to co wymyśliłem, czasem uczę się też na błędach.
 
M.Sz.: Słyszałam, że na warsztatach chce Pan , żeby studenci korzystali z gliny i sznurka, a nie z laptopów.
 
F.M.: Pracując na co dzień nie możemy oczywiście pominąć komputerów, bo one umożliwiają nam wykonanie naszej pracy w określonym czasie ale nie chciałbym żeby studenci zapomnieli o strukturalności materii, żeby zarzucili kontakt z budulcem na korzyść wirtualnego tworzenia obrazów.
 
M.Sz.: Bardzo lubię zaprojektowany przez Pana basen na rzece w Berlinie.
 
F.M.: Dziękuję, to miło, że lubi Pani ten basen. Dziękuję też tym wszystkim, którzy pracowali ze mną w Polsce min. przy obiekcie w Toruniu - Joane i Agnieszce Casanie którzy włożyli duży wkład w kontakt pomiędzy zespołem, a mną . To będzie duży obiekt, w którym będzie można wystawiać opery i spektakle teatralne ale też może to być miejsce różnych koncertów i wydarzeń niezwiązanych z muzyką, czy kulturą, miejsce zgromadzeń. Dzięki polskiemu zespołowi mam nadzieję, że wzniesienie tego obiektu będzie sukcesem.